Robert Gondek na szczycie Pico de São Tomé – najwyższej góry Wysp Świętego Tomasza i Książęcej

Pico de São Tomé – najwyższa góra Wysp Świętego Tomasza i Książęcej

Pico de São Tomé – najwyższa góra Wysp Świętego Tomasza i Książęcej

Pico de São Tomé, pisane też często jako Pico de Sao Tome, to najwyższa góra Wysp Świętego Tomasza i Książęcej. Jej wysokość wynosi 2024 m n.p.m. Szczyt zdobyłem 17 września 2014 roku w ramach projektu „W drodze na najwyższe szczyty Afryki”.

To nie jest góra wysoka w himalajskim znaczeniu tego słowa. Nie trzeba tu walczyć z brakiem tlenu ani lodowymi szczelinami. Trzeba za to zaprzyjaźnić się z błotem, wilgocią, lianami, śliskimi korzeniami i lasem, który miejscami robi wrażenie, jakby próbował delikatnie, ale stanowczo, zawrócić człowieka na dół.

Krople deszczu na liściu w tropikalnym lesie São Tomé podczas wędrówki na Pico de São Tomé
Krople deszczu na liściu w tropikalnym lesie São Tomé podczas wędrówki na Pico de São Tomé

Pico de São Tomé, czyli góra ukryta w lesie deszczowym

Pico de São Tomé znajduje się na wyspie São Tomé, w obrębie Parku Narodowego Obô de São Tomé. To jeden z najważniejszych obszarów chronionych archipelagu i miejsce, w którym tropikalny las deszczowy pokazuje swoją najbardziej soczystą, zieloną i mokrą twarz.

Góra znana jest również pod nazwą Pico Gago Coutinho. W praktyce jednak dla mnie była przede wszystkim kolejnym celem w afrykańskiej układance najwyższych szczytów państw kontynentu. A także przypomnieniem, że w Afryce góry potrafią być bardzo różne. Jednego dnia idzie się po suchym wulkanicznym pyle, innego przez sawannę, a tu przez las tak wilgotny, że człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie oddycha zupą.

Park Narodowy Obô – deszcz, mgła i śliskie korzenie

Gdy zapytałem spotkanych turystów, czego można się spodziewać podczas pobytu w Parku Narodowym Obô, usłyszałem jedno słowo: deszczu. Potem dorzucili jeszcze opady, mgłę, błoto i śliskie korzenie. Zestaw brzmiał jak komplet atrakcji dla ludzi, którzy uważają, że zwykły trekking to za mało.

Nieco mnie to zdziwiło po pobycie w pobliskim Gabonie, gdzie przez prawie dwa tygodnie ani razu nie padał deszcz. Co jeszcze miałem zobaczyć? To już miała być kwestia szczęścia. Może piękne ptaki, może postrzępione skały gór otaczających Pico de São Tomé, a może tylko własne buty znikające w błocie.

Trekking na szczyt najwygodniej rozłożyć na dwa dni. Bardzo sprawni i dobrze przygotowani piechurzy próbują czasem wejść i zejść w ciągu jednego dnia, ale w tych warunkach pośpiech nie zawsze jest najlepszym doradcą. Dla mnie zapowiadały się dwa dni intensywnej, wymagającej wędrówki przez las, deszcz i błoto.

Mglisty las deszczowy Parku Narodowego Obô na trasie na Pico de São Tomé
Mglisty las deszczowy Parku Narodowego Obô na trasie na Pico de São Tomé

Deszcz na Wyspach Świętego Tomasza i Książęcej

Wciąż zastanawiałem się, jak to będzie z tym deszczem. Na początku nic nie wskazywało na zapowiadane opady. Gdy jednak weszliśmy na teren Parku Obô i zaczęliśmy marsz przez gęsty las, pogoda zmieniła się diametralnie.

Szliśmy pod górę albo zsuwaliśmy się po śliskim błocie. Przypominały mi się trudne trasy w Tatrach Wysokich, tylko tutaj funkcję metalowych klamr pełniły korzenie. Rolę łańcuchów przytwierdzonych do skał przejęły liany, gałęzie i wszystko, co akurat wisiało w zasięgu ręki. Oczywiście pod warunkiem, że nie miało kolców. A z tym bywało różnie.

Trzeba było uważać, za co się łapie. Część roślin mogła dostarczyć dodatkowych atrakcji w postaci ostrych kolców. Było zadziwiająco stromo, a po obu stronach wąskiej ścieżki pojawiały się zarośnięte, wilgotne urwiska. Las był piękny, ale nie był typem gospodarza, który stawia gościom kapcie przy drzwiach.

W deszczu podczas trekkingu na Pico de São Tomé w Parku Narodowym Obô
W deszczu podczas trekkingu na Pico de São Tomé w Parku Narodowym Obô

Trekking na Pico de São Tomé – piękno, błoto i równikowa wilgoć

Największe wrażenie robiła roślinność. Wszystko było zielone, mokre, gęste i pełne życia. Drzewa obrośnięte epifitami, paprocie, liany i liście większe niż niejedna parasolka tworzyły świat, który bardziej przypominał wnętrze botanicznej katedry niż zwykły szlak turystyczny.

Tyle że ta katedra była wyłożona błotem. Na Pico de São Tomé nie idzie się elegancko. Tu człowiek negocjuje każdy krok. Czasem z grawitacją, czasem z własnymi łydkami, a czasem z korzeniem, który wygląda stabilnie dokładnie do momentu, w którym postawi się na nim stopę.

Gdy dotarliśmy do miejsca noclegowego, poczuliśmy ulgę. Zdążyliśmy przed zmrokiem. Z radością delektowałem się pysznym asucarinho, czyli wiórkami kokosowymi w miodzie i zastygłym cukrze trzcinowym, oraz gorącym wywarem z liści tajemniczej rośliny przygotowanym przez przewodnika nad ogniskiem. Po całym dniu w wilgotnym lesie smakowało to jak danie z restauracji z gwiazdką Michelin. Może nie było białych obrusów, ale był ogień, las i święty spokój.

Na szczycie Pico de São Tomé

Na szczyt dotarłem drugiego dnia rano. Byłem bardzo szczęśliwy, choć droga w dół zapowiadała się równie wymagająco jak droga na górę. A czasem nawet trudniej jest zejść, bo góra nie tyle pozwala schodzić, ile sprawdza, czy na pewno potrafisz utrzymać równowagę na błocie.

Chwila na wierzchołku była też jednym z nielicznych momentów, kiedy nad nami nie było zwartej chmury. Mimo to deszcz nadal padał. W zasadzie była to delikatna mżawka, dająca orzeźwienie w promieniach ostrego równikowego słońca. Żałowałem tylko, że widoki przesłaniała bujna roślinność.

Ale Pico de São Tomé nie jest górą, na którą wchodzi się wyłącznie dla panoramy. To szczyt, który bardziej zapamiętuje się przez samą drogę: zapach mokrego lasu, odgłosy ptaków, śliskie korzenie, ognisko w lesie i poczucie, że jest się w miejscu naprawdę odległym od codzienności.

Wybrzeże wyspy São Tomé widziane z łodzi po trekkingu na Pico de São Tomé
Wybrzeże wyspy São Tomé widziane z łodzi po trekkingu na Pico de São Tomé

Czy warto wejść na Pico de São Tomé?

Warto, jeśli lubisz góry, przyrodę i wyprawy, podczas których pogoda nie pyta o Twoje preferencje. Pico de São Tomé to trekking dla osób, które dobrze czują się w terenie, nie boją się błota i rozumieją, że w tropikalnym lesie deszcz nie jest problemem. Jest częścią programu.

To nie jest trasa spacerowa. Warto mieć dobre buty trekkingowe, odzież przeciwdeszczową, coś ciepłego na noc, ochronę aparatu przed wilgocią i sporo cierpliwości. Lokalny przewodnik jest bardzo dobrym pomysłem, bo szlaki w gęstym lesie nie zawsze są oczywiste, a warunki potrafią zmienić się szybko.

Jeśli chcesz zobaczyć bardziej znaną, pocztówkową twarz wyspy, pewnie najpierw trafisz na zdjęcia Pico Cão Grande, czyli imponującej skalnej iglicy wyrastającej z lasu. Ale jeśli interesuje Cię najwyższy punkt kraju, prawdziwa górska przygoda i cel projektu „W drodze na najwyższe szczyty Afryki”, to Pico de São Tomé jest właściwym adresem. Nawet jeśli ten adres bywa zapisany błotem na podeszwach.

Afryka. Zbliżenia – album fotograficzny Roberta Gondka

Jeżeli lubisz patrzeć na Afrykę nie tylko przez pryzmat mapy i wysokości szczytów, zajrzyj do mojego albumu fotograficznego „Afryka. Zbliżenia”. To fotograficzna podróż przez góry, krajobrazy, spotkania, zwierzęta, ptaki i codzienne życie na kontynencie, który od lat mnie zachwyca.

W takich miejscach jak São Tomé najbardziej czuć, że Afryka nie jest jedną opowieścią. To tysiące obrazów, zapachów, twarzy, świateł i chwil. Czasem jest to szeroka panorama sawanny, czasem portret spotkanego człowieka, a czasem krople deszczu na liściu w lesie, przez który właśnie próbujesz dojść na najwyższą górę kraju.

Afryka. Zbliżenia - niezwykły album fotograficzny Roberta Gondka

Zdjęcia z Wysp Świętego Tomasza i Książęcej

Jeśli chcesz zobaczyć więcej zdjęć z tej podróży, zajrzyj do mojej galerii zdjęć z Wysp Świętego Tomasza i Książęcej. Znajdziesz tam nie tylko obrazy z trekkingu i lasu deszczowego, ale też codzienność wysp, ludzi, wybrzeże, kakao, ptaki i spokojny rytm miejsca, w którym naprawdę warto zwolnić.

A jeśli interesuje Cię pełna relacja z podróży do Gabonu oraz na Wyspy Świętego Tomasza i Książęcą, zajrzyj również do wpisów z tej wyprawy na blogu. To była moja pierwsza podróż do Afryki Zachodniej. Pierwsza i wyjątkowa.