Ol Doinyo Lengai - góra w Tanzanii

Ol Doinyo Lengai – góra w Tanzanii

Ol Doinyo Lengai – góra w Tanzanii

Ol Doinyo Lengai – góra w Tanzanii. jedna z najwyższych. Mierzy 2962 m n.p.m. Została przeze mnie zdobyta 29 lipca 2019 roku. Jak było? Przeczytajcie!

Nie zasnąłem nawet na chwilę. Emocje wzięły górę. Skończyło się na trzech godzinach leżenia i myślenia, jak to będzie. A do tego przekonywania samego siebie, że warto iść na Ol Doinyo Lengai.

Wiele osób uważa, że wulkan jest trzecią pod względem wysokości górą w Tanzanii. To nieprawda. Trzecią pod względem wysokości górą w Tanzanii jest Lomalasin mierzący około 3 648 m n.p.m. Ol Doinyo Lengai mieści się pewnie w pierwszej dziesiątce najwyższych gór Tanzanii.

Ruszamy! Równym tempem wędrujemy pośród gęstych traw. Ścieżka jest prosta. Taka podobno ma być do samego końca. To znaczy ma być bez zakrętów, bo z pewnością nachylenie będzie duże. Jest ciepło. Kijki w dłoniach pomagają utrzymać równe tempo. Nie zatrzymujemy się. Nad nami piękne rozgwieżdżone niebo i cisza. Absolutna cisza. Jest obłędnie. Kilka łyków wody. Masajski przewodnik mówi, że w takim tempie będziemy na szczycie sporo przed wschodem słońca. Jakoś w to nie wierzę. Czekam aż zrobi się stromo. I powoli, powoli nachylenie jest coraz większe. Zaczynają się skały. Traw jest coraz mniej. Celu w ciemności nie widać. Tempo spada, chociaż wciąż się nie zatrzymujemy. Ekspozycja znów wzrosła. Czasem trzeba sobie pomóc rękoma. Idziemy po niekończącej się skale, z której w różnych miejscach wystają kamienie. To one dają punkt zaczepienia.

Strome podejście

Dochodzimy do najbardziej stromego odcinka. Odwracamy się do tyłu i z przerażeniem patrzę w dół. Boję się. O rany jak się boję! Wyobraziłem sobie, że nagle źle stawiam stopę i lecę w dół bez zatrzymania. Obijam się jak worek o skały. Przeraziłem się. Szybko staram się odzyskać koncentrację. Wyobraziłem sobie, że nagle ginę gdzieś na górze w Tanzanii. Przed oczami pojawia mi się Mati. Od razu mówię do siebie w myślach, że nie dopuszczę do czegoś takiego. Stawiam kroki z wielką uwagą. Długo zastanawiam się nad kolejnymi krokami.

Przed piątą docieramy do tak zwanego ‘Last point’, z którego podobno zostaje zaledwie kilkanaście minut podejścia na szczyt. Jest zbyt wcześnie. I całkowicie ciemno. Wschód słońca dopiero około 6:40. Zakładamy więc wszystkie ciepłe ubrania i chowamy się na miękkich wapiennych skałach w zagłębieniu chroniącym przed wiatrem. Przykrywamy się we trzech masajską shuką (ubraniem, narzutą) i zasypiamy. Wspaniałą ciszę zakłóca jedynie pochrapywanie Łukasza.

Ol Doinyo Lengai - góra w Tanzanii
Ol Doinyo Lengai – góra w Tanzanii

Po szóstej wstajemy i bez zwłoki podchodzimy ostatni fragment. Przed nami ukazuje się krater aktywnego wulkanu. W dole latający pył i kamienie utworzyły mały kopczyk. Czuć smród siarki. Jest małe bulgoczące jeziorko czarnej mazi. Przewodnik mówi, że weszliśmy na szczyt. Ale zaraz! Przecież widzę, że kilkaset metrów dalej jest sporo wyższe wzniesienie. Tak to miało właśnie wyglądać. Najpierw krater, który można obejść dookoła, a tuż obok właściwy szczyt. Masaj dziwi się. Po co tam chcemy iść? Przekonujemy go powodując chyba jego niezadowolenie. Dziwi się, że nie chcemy, jak wszyscy, popatrzeć na wschód słońca nad kraterem tylko idziemy w inne miejsce.

Na szczycie Ol Doinyo Legai

Po kilkudziesięciu minutach stajemy we właściwym miejscu. Z przerażeniem myślę o drodze powrotnej. W końcu widzimy którędy szliśmy. Jest cholernie stromo. Zsuwamy się po skale przytrzymując rękoma. Nogi drżą z wysiłku. Serce wali z nerwów. Uparcie w myślach powtarzam, że nie mogę upaść. Nie mogę popełnić błędu. W domu czeka na mnie Mateusz. Zejście kosztuje nas sporo energii i nerwów. W końcu jednak robi się mniej stromo. To nie oznacza, że jest łatwiej. Suniemy w wulkanicznym pyle. Czasem noga się obsuwa trafiając na kawałek kruchej skały. Krok po kroku schodzimy niżej, ale końca jakby nie było. Stromizna już jest mniejsza.

Zadaję sobie pytanie jak tam wszedłem? Dobrze, że to było po ciemku. Pojawia się trawa. Upał doskwiera coraz bardziej. Punkt, który widzieliśmy z daleka robi się coraz wyraźniejszy. To nasz samochód. Z niecierpliwością czekam na koniec marszu. Mija trzynaście godzin od chwili, gdy wyruszyliśmy. Szczęśliwie zrealizowaliśmy zadanie. Zdobyliśmy Ol Doinyo Lengai! Zeszliśmy z góry. Nareszcie koniec marszu. Z wędrówek górskich wyleczyłem się na dłuższą chwilę.

Relacje i zdjęcia z podróży do Tanzanii

Zdjęcia z podróży do Tanzanii i wędrówki na Ol Doinyo Lengai w 2019 roku

Relacja z podróży do Tanzanii i wędrówki na Ol Doinyo Lengai w 2019 roku