Robert Gondek na szczycie Mount Meru w Tanzanii z widokiem na Kilimandżaro

Mount Meru w Tanzanii – drugie wejście na szczyt

Mount Meru w Tanzanii – drugie wejście na szczyt

Mount Meru w Tanzanii zdobyłem dwukrotnie. Po raz pierwszy w 2013 roku, a po raz drugi 16 lutego 2018 roku. To druga najwyższa góra Tanzanii, świetny trekking aklimatyzacyjny przed Kilimandżaro i miejsce, w którym noc, wiatr, bawoły oraz wschód słońca potrafią stworzyć całkiem niezły zestaw atrakcji. A nawet bardzo niezły, jeśli człowiek lubi, gdy przygoda zaczyna się od formalności, a kończy zgrabiałymi palcami na wysokości ponad 4500 metrów.

Mount Meru – druga najwyższa góra Tanzanii

Mount Meru mierzy 4566 m n.p.m. i leży w Arusha National Park, niedaleko miasta Arusha oraz słynnego Kilimandżaro. To potężny stratowulkan z efektownym kraterem, granią prowadzącą na Socialist Peak i widokami, które potrafią skutecznie rozkojarzyć nawet najbardziej zdyscyplinowanego piechura.

Najwyższą górą Tanzanii jest oczywiście Kilimandżaro, ale Mount Meru wcale nie zasługuje na rolę „tego drugiego z tyłu”. Jest bardziej dziki, mniej zatłoczony, a podejście potrafi być bardziej wymagające technicznie niż klasyczne trasy na Kilimandżaro. W dodatku zaczyna się w parku narodowym, więc zamiast nudnego marszu na rozgrzewkę można dostać bawoła, gerezy i strażnika ze strzelbą. W Tanzanii nawet pierwszy dzień trekkingu nie lubi być banalny.

Widok z grani Mount Meru na Kilimandżaro w Tanzanii

Formalności przed trekkingiem na Mount Meru

Formalności, permity, pozwolenia, negocjacje. Trzeba przywyknąć. Tak jest w Tanzanii. Przed wyruszeniem na trekking trwa ważenie bagaży. Specjalne wodoodporne wory nie mogą przekroczyć 20 kilogramów. Spacer do chaty Miriakamba ma zająć około czterech godzin. Sam chyba jednak w to nie wierzę.

Idziemy wolno. Żar leje się z nieba. Przechodzimy pod słynnym drzewem figowym, pod którym bez problemu przejeżdżają samochody. W koronach drzew skaczą gerezy angolańskie z potężnymi puchatymi ogonami. Mijamy pasące się na łące stado bawołów.

Strażnik poinstruował nas, że w przypadku, gdy bawół zaatakuje, należy koniecznie zdjąć plecak i położyć się na ziemi. Dzięki temu zwierzę nie będzie miało o co zahaczyć rogiem. Mam taką nadzieję. Z drugiej strony, liczę jednak, że nie będę musiał testować tej instrukcji w warunkach terenowych.

Z ulgą docieramy do obozu jeszcze przed zmrokiem. Nad naszymi głowami pojawiły się tysiące gwiazd i Droga Mleczna. Z przyjemnością obserwuję rozgwieżdżone afrykańskie niebo. W obozie jest już cicho. Gdzieś w oddali słychać regularne odgłosy cykad. Porywy wiatru rozbijają się o ściany chaty. Jest ciepło. Nawet nie jestem zbyt zmęczony.

Górskie pejzaże na szlaku Mount Meru w Arusha National Park
Górskie pejzaże na szlaku Mount Meru w Arusha National Park

Wspaniały wschód słońca nad Kilimandżaro

Budzik dzwoni nieubłaganie. Z niecierpliwością wyglądam za okno w poszukiwaniu gwiazd. Są. Na horyzoncie niebo staje się pomarańczowe. Dookoła Kilimandżaro robi się z każdą chwilą coraz jaśniej. Wiedziałem, że to będzie wspaniały spektakl. Z pewnością jeden z najładniejszych w Afryce.

Ostre podejście po stromej i chwilami wybetonowanej ścieżce kończy się mniej więcej w połowie dzisiejszej trasy. To miejsce nazywa się słoniowym grzbietem. Jesteśmy na wysokości około 3000 m n.p.m.

Od teraz będzie nieco łagodniej. Droga wije się zygzakami pośród coraz rzadszych i niższych drzewek. Słońce kryje się za chmurami. Jest rześko. Zamierzamy wyjść na aklimatyzacyjny spacer na Little Meru, na wysokość około 3800 m n.p.m.

Niestety leje deszcz. Przekładamy moment wyjścia kilkukrotnie. Pogoda nie daje za wygraną. Do zmroku nieustannie pada rzęsisty deszcz. Wilgoć wdziera się pod ubranie. Chmury wręcz wpływają do sali jadalnej, w której chronimy się przed deszczem i zimnem. Poddajemy się. Szans na wędrówkę nie ma.

Późnym wieczorem deszcz odpuszcza, więc z optymizmem pakuję się na nocną wędrówkę na Mount Meru. Optymizm przed nocnym wyjściem w górach jest zawsze podejrzany, ale bez niego byłoby trudniej ruszyć spod ciepłego dachu.

Chmury nad kraterem Mount Meru w Arusha National Park w Tanzanii
Chmury nad kraterem Mount Meru w Arusha National Park w Tanzanii

Afryka z bliska – mój album fotograficzny

Jeśli lubisz takie miejsca jak Mount Meru, afrykańskie góry, dziką przyrodę i światło, którego nie da się pomylić z żadnym innym kontynentem, zajrzyj do mojego albumu fotograficznego „Afryka. Zbliżenia”.

To moja fotograficzna opowieść o Afryce: o górach, krajobrazach, zwierzętach, ptakach, codziennym życiu i spotkaniach z ludźmi. W albumie znajdziesz 150 zdjęć z wielu afrykańskich podróży, w tym z miejsc, do których prowadziły mnie wyprawy w ramach projektu „W drodze na najwyższe szczyty Afryki”. To dobry sposób, żeby zabrać kawałek Afryki do domu, bez pakowania śpiwora, czołówki i skarpet, które po trekkingu same proszą o odosobnienie.

Afryka. Zbliżenia - niezwykły album fotograficzny Roberta Gondka

Drugie wejście na Mount Meru w Tanzanii

Długo nie mogę zasnąć. Może nawet nie śpię w ogóle, gdy nagle słyszę dźwięk dzwonka. Niebo pełne gwiazd. Powoli, wężykiem idziemy pod górę. Oświetlamy ścieżkę czołówkami. Jest ciepło. Tempo wolne. I dobre.

Czasem zygzakiem, czasem po skałach. Trzymamy się łańcuchów i patrzymy w głęboką przepaść. Zastanawiamy się, jak wyglądają krajobrazy w tym miejscu. Zobaczymy je dopiero w drodze powrotnej.

Zaczyna wiać. Czy to dobry moment, aby założyć cieplejsze rękawiczki? Zwlekam. Niepotrzebnie. Ręce kostnieją mi z zimna. Nie czuję palców. Boję się, że je odmroziłem. Zakładam cieplejsze rękawice. Staram się ogrzać palce i rozruszać, ale nie daję rady. Zdejmuję więc cieńsze rękawiczki, żeby było luźniej. Pomaga. Odzyskuję czucie.

Nad Kilimandżaro pojawia się kolorowa poświata. Wiem, że nie zdążymy na szczyt przed wschodem słońca. Mimo wszystko jest pięknie. Na szczycie stajemy tuż po wschodzie.

To mój drugi raz na Mount Meru, ale góry mają tę przyjemną cechę, że rzadko powtarzają się tak samo. Inne światło, inny wiatr, inne zmęczenie, inne myśli w głowie. Ten sam szczyt, ale zupełnie inna opowieść.

Bawoły afrykańskie przy szlaku na Mount Meru w Tanzanii
Bawoły afrykańskie przy szlaku na Mount Meru w Tanzanii

Widok ze szczytu Mount Meru

Ze szczytu Mount Meru najlepiej widać, dlaczego ta góra zasługuje na więcej uwagi. Z jednej strony surowe, wulkaniczne ściany i krater. Z drugiej chmury, przestrzeń i Kilimandżaro wyglądające jak ogromna wyspa wyrastająca ponad białe morze.

Człowiek stoi na Socialist Peak, patrzy na najwyższą górę Afryki i przez chwilę nie myśli o zejściu, kolanach, zimnych palcach ani o tym, że za moment znowu trzeba będzie iść. To jeden z tych widoków, dla których wstaje się w środku nocy i udaje przed samym sobą, że pobudka po północy to zupełnie normalny pomysł.

Dobre biura podróży organizujące trekking na Mount Meru i safari w Tanzanii

Poniżej możesz sprawdzić, jaki jest koszt trekkingu na Mount Meru, safari w Tanzanii oraz wycieczek organizowanych przez wyspecjalizowane biura podróży. Takie porównanie pomoże Ci lepiej ocenić, ile kosztuje wyjazd do Tanzanii, co obejmuje cena i którą ofertę warto wybrać.

Mount Meru bywa świetnym pomysłem jako samodzielny trekking, ale też jako aklimatyzacja przed Kilimandżaro albo dodatek do safari w Arusha National Park, Tarangire, Ngorongoro czy Serengeti. Warto porównać programy, liczbę dni, zakres opieki przewodników, opłaty parkowe i to, czy w cenie są transfery, noclegi oraz posiłki. W Tanzanii szczegóły mają znaczenie, bo „prawie to samo” potrafi oznaczać zupełnie inne warunki. A po kilku godzinach podejścia człowiek zaczyna bardzo doceniać te „drobiazgi”.

Zdjęcia z Tanzanii i trekkingu na Mount Meru

Jeśli chcesz zobaczyć więcej zdjęć z tej podróży, zajrzyj do mojej galerii zdjęć z Tanzanii 2018. Znajdziesz tam fotografie z trekkingu na Mount Meru, widoki na Kilimandżaro, górskie pejzaże, chmury nad kraterem, ptaki, gerezy i bawoły, które najwyraźniej uznały, że szlak należy przede wszystkim do nich.

To dobry dodatek do tej relacji, bo zdjęcia najlepiej pokazują, dlaczego Mount Meru nie jest tylko „górą obok Kilimandżaro”. To osobna, mocna i bardzo fotogeniczna historia.

Czy warto wejść na Mount Meru?

Warto. I to bardzo.

Mount Meru jest mniej znany niż Kilimandżaro, ale właśnie to działa na jego korzyść. Na szlaku jest spokojniej, krajobrazy są bardziej dzikie, a sama trasa ma sporo charakteru. Są lasy, zwierzęta, schroniska, nocne wyjście na szczyt, ekspozycja, krater, widok na Kilimandżaro i poczucie prawdziwej górskiej przygody.

To nie jest technicznie bardzo trudna góra, ale nie należy jej lekceważyć. Wysokość ponad 4500 m n.p.m., nocne podejście, zimno, wiatr i oblodzone fragmenty szlaku potrafią dać w kość. Mount Meru jest doskonałą propozycją dla osób, które chcą poczuć wysokogórską Afrykę, ale niekoniecznie od razu rzucać się na Kilimandżaro. Choć uczciwie mówiąc, po wejściu na Meru apetyt na Kili raczej rośnie, a nie maleje.

Mount Meru – podsumowanie

Mount Meru to druga najwyższa góra Tanzanii, piękny stratowulkan w Arusha National Park i jeden z najbardziej niedocenianych trekkingów w Afryce Wschodniej. Daje widoki na Kilimandżaro, kontakt z dziką przyrodą, satysfakcjonujące wejście na szczyt i emocje, które zostają na długo.

Zdobyłem Mount Meru po raz drugi 16 lutego 2018 roku. I choć wiedziałem już, czego mniej więcej się spodziewać, góra znowu mnie zaskoczyła. Trochę deszczem, trochę wiatrem, trochę zimnem, ale przede wszystkim widokiem. A dla takich widoków warto czasem wstać w środku nocy i przez kilka godzin iść pod górę, nawet jeśli rozsądek szepcze, że ciepłe łóżko też ma swoje zalety.