Mount Binga – najwyższa góra Mozambiku. Trekking w Chimanimani
Mount Binga, znana również jako Monte Binga, to najwyższa góra w Mozambiku. Mierzy 2436 m n.p.m. i leży w górach Chimanimani, przy granicy Mozambiku i Zimbabwe. Dla Mozambiku jest numerem jeden, a dla Zimbabwe drugą najwyższą górą kraju. Brzmi prosto? W teorii tak. W praktyce Afryka jak zwykle dodaje do tego własny przyprawnik: trochę czekania, trochę mgły, trochę ognia, trochę kamieni i przewodnika, który pojawia się wtedy, kiedy sam uzna, że już wypada.
Zdobyłem Mount Binga 26 sierpnia 2017 roku, realizując projekt „W drodze na najwyższe szczyty Afryki”, którego celem jest wejście na najwyższą górę w każdym państwie kontynentu.
Gdzie leży Mount Binga?
Mount Binga znajduje się w masywie Chimanimani, na pograniczu Mozambiku i Zimbabwe. To góry zupełnie inne niż Kilimandżaro, Mount Kenya czy rwandyjskie wulkany. Nie ma tu tłumów, rozbudowanej infrastruktury ani schodów do nieba z tabliczką „summit this way”. Jest za to dzika przestrzeń, trawy, skały, potoki, mgły i poczucie, że człowiek trafia w miejsce, które nie zostało wymyślone pod turystów.
Na Mount Binga najłatwiej dostać się od strony Zimbabwe, przez okolice Chimanimani National Park. To właśnie stamtąd ruszaliśmy na dwudniowy trekking. Sama góra jest jednak najwyższym punktem Mozambiku, dlatego przy zdobywaniu szczytów Afryki ląduje na liście mozambickiej.

Początek trekkingu na Mount Binga
Jedziemy do siedziby tutejszego Parku Narodowego Chimanimani po przewodnika. Nie ma go. A zatem jest tak, jak często w Afryce. Czekamy cierpliwie. Przyjeżdża z innymi pracownikami parku po godzinie. To starszy pan. Nosi mundur służb parkowych, a w ręku trzyma karabin. Lekko kuśtyka na jedną nogę. Nie mówi zbyt dobrze po angielsku. Bierzemy go. Nie ma wyboru. Jakoś damy radę.
Dziurawą drogą, rozpadającą się taksówką, docieramy do tak zwanego Base Campu. Możemy odetchnąć z ulgą, bo nic po drodze nie odpadło z samochodu. To już sukces. W Afryce czasem trzeba celebrować małe zwycięstwa, zwłaszcza jeśli wszystkie koła nadal są tam, gdzie powinny.
Po pokazaniu strażnikom opłaconego pozwolenia na wejście możemy ruszać. Rozpoczynamy dwudniową wędrówkę na najwyższą górę Mozambiku i drugą pod względem wysokości górę Zimbabwe. Od początku jest ostro pod górę. Idziemy po kamiennych schodach, przez las i w mocnym słońcu. Powietrze nie jest przejrzyste, bo w okolicy wypalane są trawy. Pot cieknie ciurkiem. Woda szybko znika z butelek. Podobno w górach można pić wodę ze strumieni, co zamierzamy oczywiście robić, ale z tabletkami odkażającymi. Trzeba też uważać, bo jest tu sporo węży.
Tak mówią.

Górska chata w Chimanimani
Po niemal trzech godzinach podejścia docieramy do kamiennej górskiej chaty na wysokości około 1700 m n.p.m. W środku znajdujemy salę ze stołami, ławami, skrzyniami i kominkiem. To nie jest hotel z widokiem na góry. To raczej miejsce, w którym człowiek cieszy się, że jest dach, ściany i kawałek podłogi. W takich warunkach luksus mierzy się nie liczbą gwiazdek, ale tym, czy w nocy nie pada na głowę.
Z daleka dostrzegamy szalejące płomienie wypalanych traw. Wraz z nadejściem ciemności odnosimy wrażenie, że ogień zbliża się w szybkim tempie. Buszuje całkiem niedaleko. Już go nawet słyszymy. Poza tym ciemno. Na niebie widać Drogę Mleczną. Tysiące gwiazd rozświetlają noc. Afryka potrafi człowieka jednocześnie uspokoić i przypomnieć mu, że kontrola nad sytuacją jest czasem dość umowna.
Trekking na Mount Binga przed świtem
Wstajemy o 3. Ogień nas nie strawił. To dobra wiadomość na początek dnia. Budzimy przewodnika i ruszamy na górę. Zapowiada się przynajmniej trzygodzinne podejście.
Oczywiście przewodnik nie ma latarki. Wypatruje właściwej drogi w ciemnościach, pośród traw, kamieni i skał. Wypatruje z dobrym skutkiem. Gubimy się tylko kilka razy. Lubię chodzić w górach po ciemku. Nie chodzi o to, że nie lubię pięknych widoków. To po prostu inna wędrówka. Inaczej odczuwa się marsz pod rozgwieżdżonym niebem. Czas płynie wolniej, a strome podejścia są jakby mniej strome. Albo człowiek jest jeszcze zbyt niewyspany, żeby protestować.
Ognia już prawie nie widać. Zniknął. Może mgła ugasiła pożar? Nabieramy wody do pustych butelek i wrzucamy tabletki odkażające. Krok po kroku kontynuujemy podejście na Mount Binga. Przewodnik idzie w swoim świecie. Bez słowa. Potyka się co kilka kroków o własne nogi. Trzymamy kciuki, żeby nic mu się nie stało. Doceniamy jego milczącą obecność.

Widoki na góry Chimanimani
Widać brzask poranka, gdy wdrapujemy się na jedną z przełęczy. Doskonale widzimy zarys góry Binga. Jeszcze około 500 metrów w górę. Z tego miejsca szczyt sprawia wrażenie nieosiągalnego. Same skały. Z każdym jednak krokiem i każdym zdobytym metrem góra wygląda trochę przyjaźniej.
Pierwsze promienie słońca pojawiają się na górskich zboczach. Z Mozambiku nadciągają chmury. Gęste bałwany obłoków pędzą jedną z dolin w kierunku dwutysięcznych szczytów. Jednocześnie słońce rozświetla góry coraz intensywniejszymi barwami. To piękny spektakl chmur, gór i światła.
Gdy już wydaje się, że po podejściu na najbliższe skały zobaczymy szczyt, okazuje się, że przed nami jest jeszcze jedno podejście, jeszcze jedna łąka albo jeszcze jedna przełęcz do zdobycia. Góry mają tę irytującą umiejętność: z bliska robią się dalsze.
Chmury opanowały już okoliczne szczyty i nieśmiało zmierzają w kierunku Bingi.
Zdobyliśmy najwyższą górę Mozambiku
Chłoniemy cudowne widoki. Do wierzchołka zostało już niewiele. Widzimy chyba skały na szczycie. A może tylko nam się wydaje, bo nawet nie wiemy, co właściwie mamy tam zobaczyć. Nagle nadciągają chmury i nie widać nic dookoła. Gubimy trasę. Domyślamy się tylko, w którym kierunku iść.
To bez wątpienia najtrudniejszy odcinek. Nie tylko przez mgłę. Przede wszystkim przez wielkie głazy. Tu musimy pomagać sobie rękoma. Zrobiło się zimno. Łukasz pierwszy odnajduje dobrą drogę we mgle. Ja jeszcze się męczę.
Przewodnik zniknął. Tracę przekonanie, że to właściwe miejsce. Dostrzegamy fragment blachy, dziurę po istniejącym tu kiedyś znaku i betonowy pomnik mocno nadgryziony zębem czasu. To musi być to miejsce.
Zdobyliśmy Mount Binga, najwyższą górę Mozambiku.

Zejście z Mount Binga
Schodzimy tą samą drogą. Najpierw ostro czterysta metrów w dół. Później łąki, skały, łąki, skały, kilka stromszych zejść i przed naszymi oczami pojawia się chata.
Płomienie wciąż trawią góry. Piękne, wysokie, falujące jeszcze wczoraj na wietrze trawy poszły z dymem. Pozostały po nich jedynie wypalone czarne kępki. Przygnębiający widok.
Tak wygląda czasem trekking w Afryce. Nie wszystko jest pocztówkowe. Nie wszystko jest wygodne. Nie wszystko da się zaplanować. Ale właśnie dlatego takie miejsca zostają w pamięci na długo.
Czy trekking na Mount Binga jest trudny?
Trekking na Mount Binga nie jest technicznie bardzo trudną wspinaczką, ale nie należy go lekceważyć. To długie podejście, miejscami słabo oznaczone, z odcinkami po skałach, trawach i głazach. Pogoda w górach Chimanimani potrafi zmienić się bardzo szybko, a mgła może skutecznie ukraść orientację w terenie. Właśnie dlatego rozsądnie jest zaplanować wejście jako dwudniową wędrówkę z noclegiem w górskiej chacie lub w okolicy Mountain Hut.
Warto zabrać ciepłą odzież, kurtkę przeciwdeszczową, czołówkę, zapas jedzenia, środek do uzdatniania wody i dobry zapas cierpliwości. Ta ostatnia rzecz w Afryce przydaje się częściej niż powerbank.
Kiedy najlepiej wejść na Mount Binga?
Najlepszym okresem na trekking w górach Chimanimani są zwykle miesiące suche i chłodniejsze, zwłaszcza okolice sierpnia i września. Trzeba jednak pamiętać, że w wysokich partiach Chimanimani potrafi być zimno, a nocą temperatury mogą spadać bardzo nisko. W porze deszczowej ścieżki bywają śliskie, potoki trudniejsze do przejścia, a mgła i chmury mogą ograniczać widoczność.
Jeśli planujesz wejście na Mount Binga, potraktuj tę górę jak poważny trekking, a nie szybki spacer po bułki. Bułek zresztą po drodze nie ma.
Afryka. Zbliżenia – mój album fotograficzny z podróży po Afryce
Jeśli podobają Ci się moje opowieści z afrykańskich gór, przyrody i miejsc, do których nie zawsze prowadzi wygodna droga, zajrzyj do mojego albumu fotograficznego „Afryka. Zbliżenia”. To fotograficzna podróż przez Afrykę: góry, krajobrazy, zwierzęta, ptaki, ludzi i codzienność kontynentu, który od lat mnie zachwyca.
W albumie znajdziesz zdjęcia z wielu wypraw, także tych realizowanych w ramach projektu „W drodze na najwyższe szczyty Afryki”. To dobry pomysł na prezent dla miłośników podróży, fotografii, przyrody i Afryki. Możesz go zamówić tutaj: Afryka. Zbliżenia – album fotograficzny Roberta Gondka.

Dobre biura podróży organizujące wyjazdy do Zimbabwe i Mozambiku
Jeśli planujesz podróż w rejon gór Chimanimani, Zimbabwe lub Mozambiku, możesz spróbować zorganizować ją samodzielnie, ale warto też sprawdzić oferty wyspecjalizowanych organizatorów wycieczek. Taki wyjazd często łączy trekking, safari, przejazdy przez mniej turystyczne regiony i logistykę, która na mapie wygląda prosto, a w praktyce potrafi przypominać grę terenową z dodatkowymi zasadami zapisanymi drobnym drukiem.
Poniżej możesz sprawdzić przykładowe oferty wyjazdów do Zimbabwe, Mozambiku i południowej Afryki organizowanych przez biura podróży. Takie porównanie pomoże Ci lepiej ocenić koszty, zakres programu, standard noclegów, transport i to, czy wygodniej będzie jechać z organizatorem, czy planować wszystko samodzielnie.
Zdjęcia z Mount Binga i Zimbabwe
Jeśli chcesz zobaczyć więcej zdjęć z tej podróży, zajrzyj do mojej galerii: zdjęcia z Zimbabwe i wyprawy na Mount Binga. Znajdziesz tam fotografie z gór, drogi, spotkań i miejsc, które tworzyły klimat tej wyprawy.
Relacja z podróży na najwyższą górę Mozambiku
Ten wpis jest częścią większej relacji z podróży po Zimbabwe i Mozambiku oraz projektu „W drodze na najwyższe szczyty Afryki”. Mount Binga nie jest najwyższą górą kontynentu, nie ma sławy Kilimandżaro i nie przyciąga tłumów. Ale właśnie dlatego jest ciekawa. To szczyt dla tych, którzy lubią trochę ciszy, trochę niepewności, trochę kamieni i dużo Afryki bez filtrów.
