Morro de Môco – najwyższa góra Angoli
Morro de Môco – najwyższa góra Angoli. Wysokość: 2 620 m n.p.m. Zdobyłem ją 9 września 2024 roku.
Morro de Môco znajduje się na płaskowyżu Bié w prowincji Huambo. Trzy godziny podejścia. Trzy zejścia. To teoria. A jak było? Niewiele osób zdobywa Morro de Môco. Bo po co. Góra nie jest spektakularna. I cieszę się z tego. Bo lubię być tam, gdzie nie bywają wszyscy. A tu nie ma nikogo. I super! Angola to 20 (są 54) kraj Afryki, w którym wchodzę na górę. Najwyższe zdobyłem w 15. W projekcie „W drodze na najwyższe szczyty Afryki” nie ma pośpiechu. Jest przyjemność z podróży, doświadczania, fotografii, przyrody i obserwacji.
Kanjonde. Wioska u stóp góry. Dzień przed wędrówką idziemy na spotkanie z „Sobe”. To szef wioski. Żeby tu zostać i wejść na górę musimy mieć jego pozwolenie. Zwykle to formalność. Zgoda kosztuje 15 000 kwanza. Sobe zaprasza do „gabinetu”. Ma poważną minę. Przegląda wszystkie swoje dokumenty. Puste kartki, wydruki i zeszyty. Formularze. Jakby się zastanawiał. Nikt nikogo nie rozumie. Ale wszyscy wiedzą o co chodzi. W końcu zgoda jest. Płacimy. Dziękujemy. Koniec przedstawienia. Na górę pójdziemy jutro. A namioty rozbijemy pod szkołą.

Wędrówka na Morro de Môco
4.30 nad ranem. W sumie w nocy. Pobudka. Pakowanie. Wymarsz. Ciemno. Gwiazdy i chłodno. Dwóch przewodników z wioski, Łukasz i ja. Ale najpierw znów do „Sobe”. Przed wędrówką zaprasza do siebie. Na coś w rodzaju ceremonii poświęcenia na drogę. Poświęcenie kosztuje 2 euro. Na talerzu jest ciecz. Wygląda na stary olej. A może to krew zarżniętej w ofierze kury. Taką sobie historię dopisujemy. Diabli wiedzą, co to. „Sobe” macza palec i smaruje nasze dłonie. Koniec ceremonii. Jesteśmy gotowi.
Idziemy po ciemku, bo chłodniej. Podejście i zejście. Kilka razy. Szybko robi się ciepło. Wieszamy polary na drzewie. Zabierzemy je w drodze powrotnej. Strome zejście do strumienia. Już jest widno. Latarki wyłączone. Zaczyna się podejście. Mijamy najdalej wysuniętą wioskę. Kilka chat. Niewielkie uprawy. Wchodzimy w las miombo. Kwitną piękne kwiaty. Drzewa się zielenią. Idzie wiosna. Wkrótce pora deszczowa. My możemy liczyć na bezchmurne niebo. I upał. Mozolnie pod górę.

Morro de Môco
Kończy się las. Jest łąka. Pojedyncze krzewy. I kwiaty. Oprócz nas nikogo. Możliwe, że od wielu dni. Nawet nie wiem, jak często bywają tu turyści. Na pewno nie często. Bo po co. Wiatr, śpiew ptaków i cisza. Daleko od czegokolwiek. Ostro pod górę. Już widać szczyt. Jeszcze godzina stromego podejścia. Słońce już grzeje. Ładnie oświetla góry, dolinę i pojedyncze zielone drzewka. Wychodzimy na przełęcz. Jeszcze trochę. Kilkadziesiąt metrów. I szczyt! Zdobywamy najwyższą górę Angoli. Morro de Môco – ósma wspólnie zdobyta z Łukaszem góra w Afryce. Trzy i pół godziny marszu.
Na szczycie – wiadomo. Zdjęcia. Samemu i razem. Filmy. Relacje. Ptasie Mleczko. Kabanosy. Maskonur. Tradycja. Miał być jeszcze dron. Ale się zepsuł. Dobrze, że to nie mój.

Zejście ciężkie. Jest gorąco. Ponad trzydzieści stopni. Opadamy z sił. Brakuje wody. Odpoczywamy przy drzewie. Na kwiatach lądują nektarniki. Nie nudzimy się. Jeszcze ponad godzina. Wędrówka w środku dnia w Afryce to nie najlepszy pomysł. Po 3 godzinach schodzenia wracamy do wioski. Ulga. Przede wszystkim jest woda. 1,5 litra znika w żołądku natychmiast. Cieszymy się, że już po. Pierwszy cel podróży do Angoli zrealizowany. Było super.
Relacja i zdjęcia z podróży do Angoli
Relacja z podróży do Angoli w 2024 roku na blogu
Zdjęcia z podróży do Angoli i wędrówki na Morro de Môco w 2024 roku