Kilimandżaro – najwyższa góra Tanzanii i całej Afryki
Kilimandżaro to najwyższa góra Tanzanii i całej Afryki. Jej najwyższy punkt, Uhuru Peak, wznosi się na wysokość 5895 m n.p.m. i znajduje się na wulkanicznym masywie Kilimandżaro w północnej Tanzanii. UNESCO opisuje Kilimandżaro jako najwyższy punkt Afryki i jeden z najbardziej charakterystycznych krajobrazów kontynentu – samotny, ośnieżony masyw wyrastający ponad sawannę. Brzmi poetycko? Na miejscu też tak wygląda. Tylko oddycha się mniej poetycko.
Po raz pierwszy zdobyłem Kilimandżaro 22 września 2008 roku w ramach projektu „W drodze na najwyższe szczyty Afryki”. Właśnie od tej wędrówki zaczął się mój pomysł, aby wejść na najwyższą górę w każdym państwie Afryki. Gdybym wtedy wiedział, ile z tym będzie zachodu, logistyki, pyłu, potu i rozmów o „dobrej cenie”, pewnie i tak bym poszedł. Tylko może zabrałbym grubsze rękawiczki.
Na Kilimandżaro można wejść kilkoma trasami. Do najbardziej znanych należą między innymi Machame, Marangu, Shira, Umbwe i Rongai. Tanzanian National Parks wskazuje, że właśnie tymi drogami prowadzony jest ruch turystyczny na górę, a Country Highpoints również opisuje Machame jako jedną z popularnych tras wejściowych. My wybraliśmy trasę Machame, bo uchodzi za jedną z najładniejszych krajobrazowo i pozwala na dobrą aklimatyzację. Cały trekking zajął nam 6 dni. Można go wydłużyć do 7 dni, co dla wielu osób jest rozsądnym pomysłem, bo na Kilimandżaro pośpiech jest mniej więcej tak dobry, jak parasol podczas burzy piaskowej.
Wędrówka trasą Machame na Kilimandżaro
Marsz na dach Afryki rozpoczęliśmy przy bramie Machame, na wysokości 1743 m n.p.m. Wpisaliśmy się do specjalnej księgi i rozdzieliliśmy bagaż pomiędzy tragarzy. Warto pamiętać, że na Kilimandżaro nie idzie się zupełnie samodzielnie – trekking jest zorganizowany, z przewodnikami i obsługą. Country Highpoints zwraca uwagę, że na Kilimandżaro wejście jest regulowane i wymaga korzystania z lokalnych przewodników. To ważna informacja dla osób, które lubią samodzielnie planować górskie wyprawy. Tutaj góra mówi: „świetnie, że masz plan, ale najpierw przewodnik”.
Pierwszego dnia szliśmy około 4 godzin. Niezbyt długo, ale wystarczająco, aby poczuć, że z każdym krokiem Afryka robi się coraz bardziej górska. Doszliśmy do Machame Camp na wysokości 3026 m n.p.m. Pierwszy nocleg pod namiotem przypomniał nam, że Kilimandżaro może leżeć blisko równika, ale nie oznacza to, że będzie nas rozpieszczać ciepłem. To nie Zanzibar. Tu zamiast drinka z palemką pojawia się czapka, śpiwór i pytanie: „czy naprawdę spakowałem wszystko?”.
Drugiego dnia znaleźliśmy się około 600 metrów wyżej, w obozie Shira. Mieliśmy sporo czasu na podziwianie Mount Meru, drugiej pod względem wysokości góry Tanzanii, oraz pięknego zachodu słońca. To jeden z tych momentów, kiedy człowiek przestaje liczyć kroki, a zaczyna liczyć kolory na niebie. Kilimandżaro ma tę przewagę nad wieloma górami świata, że w kilka dni prowadzi przez zupełnie różne piętra krajobrazu: od zielonego lasu, przez wrzosowiska i księżycowe pustkowia, aż po surowe okolice lodowców. UNESCO podkreśla, że masyw ma pięć głównych stref roślinności – i podczas trekkingu naprawdę czuć, jakby przechodziło się przez kilka światów naraz.
Na koniec trzeciego dnia uznaliśmy, że był najtrudniejszy. Trzeba było podejść na wysokość ponad 4600 m n.p.m. w okolice Lava Tower, aby potem zejść do doliny Barranco na wysokość 3983 m n.p.m. To klasyczne „climb high, sleep low”, czyli podejdź wysoko, śpij niżej. Bardzo pomaga w aklimatyzacji, choć organizm nie zawsze wyraża wdzięczność w sposób elegancki. Czasami robi to bólem głowy, zmęczeniem albo miną człowieka, który właśnie zrozumiał, że „pole pole” nie jest ozdobnym powiedzonkiem, tylko najważniejszą zasadą na Kilimandżaro.
Po raz pierwszy na trasie pojawił się śnieg. Niewiele, ale wystarczająco, aby przyprószyć ogromne senecje i lobelie porastające dolinę Barranco. To jedno z najbardziej niezwykłych miejsc na trasie Machame. Rośliny wyglądają tu trochę tak, jakby ktoś zaprojektował je do filmu science fiction, a potem przez pomyłkę posadził w Tanzanii. I bardzo dobrze, bo dzięki temu człowiek na chwilę zapomina, że przed nim jeszcze sporo podejść.

Barranco, Barafu i droga coraz wyżej
Czwarty dzień okazał się jeszcze trudniejszy. Początkowy odcinek miał nawet coś z łatwej wspinaczki, choć nie wymagał specjalistycznego sprzętu. Później było już klasyczne kilimandżarskie „górka, dołek, górka, dołek”. Wszystko ponad chmurami, rozścielonymi nad Tanzanią jak wielka, biała kołdra. Pięknie, o ile nie trzeba byłoby po tej kołdrze iść dalej pod górę.
Wciąż jednak przesuwaliśmy się delikatnie wyżej i wyżej, aż doszliśmy do bazy Barafu Camp na wysokości 4645 m n.p.m. To stąd jeszcze nocą miał rozpocząć się atak szczytowy na Uhuru Peak. Barafu przywitało nas niesamowitym widokiem na burzę śnieżną szalejącą nad sąsiednim wierzchołkiem. Było zimno. Nocą temperatura spadła poniżej minus 10 stopni Celsjusza. Wtedy człowiek zaczyna doceniać każdy gram dobrego sprzętu. I żałować każdego grama sprzętu złego.
Na szczycie Kilimandżaro – Uhuru Peak
Około 2 w nocy ruszyliśmy na szczyt Kilimandżaro. Chłód początkowo nie był aż tak odczuwalny, bo skutecznie tłumiły go emocje związane z decydującym podejściem. Z czasem jednak emocje przegrały z temperaturą. Okazało się, że nie przygotowałem się sprzętowo wystarczająco dobrze na takie zimno. Miałem zbyt cienkie rękawiczki. Na szczęście jeden z kolegów miał zapasowe. Być może uratował moje ręce przed poważnym odmrożeniem. Dlatego moja praktyczna rada jest prosta: na Kilimandżaro zabierz naprawdę ciepłe rękawice. Nie „takie w miarę”. Nie „powinny wystarczyć”. Naprawdę ciepłe.
O wschodzie słońca dotarliśmy do Stella Point, na wysokości 5685 m n.p.m. Tu wiele osób kończy swoją wędrówkę. My poszliśmy dalej. Po kolejnej godzinie stanęliśmy na Uhuru Peak, najwyższym wierzchołku Kilimandżaro, Tanzanii i całej Afryki. Country Highpoints opisuje Uhuru Peak jako najwyższy punkt na krawędzi krateru Kilimandżaro, a UNESCO potwierdza wysokość 5895 m n.p.m. Dla mnie to był przede wszystkim moment ogromnego wzruszenia. Trochę łez, trochę braku tlenu, trochę niedowierzania. Mieszanka, której nie sprzedają w żadnym sklepie outdoorowym.
Cała Afryka stanęła u naszych stóp. Pozostało zrobić zdjęcia i bezpiecznie zejść z Kilimandżaro. Brzmi prosto, ale zejście po takim wysiłku też potrafi dać w kość. Trekking zakończyliśmy przy bramie Mweka, na wysokości 1653 m n.p.m. Zmęczeni, szczęśliwi i bogatsi o jedną ważną lekcję: góry w Afryce są piękne, ale nie wybaczają lekceważenia.

Zobacz zdjęcia z Kilimandżaro i Tanzanii
Jeśli chcesz zobaczyć więcej zdjęć z tej wyprawy i innych podróży po Tanzanii, zajrzyj do mojej galerii zdjęć z Tanzanii. Znajdziesz tam fotografie z Kilimandżaro, Mount Meru, Ngorongoro, Tarangire, Serengeti oraz wielu innych miejsc, do których chce się wracać nawet wtedy, gdy człowiek obiecywał sobie, że „już nigdy więcej tak wcześnie nie wstanie”. W galerii z Tanzanii 2008 są między innymi zdjęcia z drogi na Kilimandżaro, widoki lodowców, wschód słońca na szczycie, roślinność Barranco i ujęcia z Uhuru Peak.
Wyspecjalizowane agencje organizujące trekking na Kilimandżaro
Jeśli planujesz trekking na Kilimandżaro, poniżej możesz sprawdzić koszt wypraw organizowanych przez wyspecjalizowane agencje trekkingowe i biura podróży. Takie porównanie pomoże Ci lepiej ocenić, ile kosztuje wejście na Kilimandżaro, co obejmuje cena, jak wygląda opieka przewodników, ile trwa trekking trasą Machame lub innymi drogami i która oferta najlepiej pasuje do Twojego planu podróży po Tanzanii.
To dobry punkt odniesienia szczególnie wtedy, gdy dopiero zaczynasz planowanie wyprawy i chcesz zrozumieć, dlaczego trekking na najwyższą górę Afryki kosztuje więcej niż zwykła wycieczka w góry. Pamiętaj też, że w Tanzanii, podobnie jak w wielu miejscach Afryki, rozmowa o cenie jest czymś zupełnie normalnym. Oczywiście najlepiej prowadzić ją z uśmiechem. Uśmiech waży mniej niż plecak, a czasem działa lepiej niż dodatkowy rabat.
Sprawdź to tych wyspecjalizowanych agencjach trekkingowych i biurach podróży:
A jeśli szukasz sprawdzonego kontaktu do biur podróży organizujących trekkingi na Kilimandżaro, mam coś jeszcze! Mogę Ci polecić agencje, z których usług korzystałem podczas moich wypraw. Napisz komentarz pod wpisem albo wyślij do mnie wiadomość na adres: robert.gondek@szczytyafryki.pl. Chętnie podzielę się namiarami przy planowaniu podróży do Tanzanii.
Album fotograficzny „Afryka. Zbliżenia” – Afryka na zdjęciach
Jeśli Kilimandżaro, Tanzania i afrykańskie krajobrazy są Ci bliskie, polecam również mój album fotograficzny „Afryka. Zbliżenia”. To wyjątkowa fotograficzna podróż przez Afrykę, w której zebrałem 150 zdjęć z 26 krajów kontynentu. Są w nim góry, krajobrazy, zwierzęta, ptaki, ludzie i codzienne sceny, które pokazują Afrykę z bliska – nie tylko jako cel podróży, ale jako kontynent pełen światła, emocji i historii. Album ma 162 strony, twardą oprawę i poziomy format B5.
To dobry wybór dla osób, które kochają fotografię podróżniczą, góry Afryki i przyrodę, ale także dla tych, którzy chcą podarować komuś kawałek Afryki bez konieczności pakowania moskitiery do prezentu. W albumie znajdziesz również zdjęcia z Tanzanii, więc jeśli po tej relacji czujesz niedosyt Kilimandżaro, dzikiej przyrody i afrykańskiego światła, to będzie bardzo dobry dalszy ciąg tej podróży.

Kilimandżaro – czy warto?
Czy warto wejść na Kilimandżaro? Warto, ale z pokorą. To nie jest technicznie trudna góra w takim sensie, jak alpejskie czy himalajskie wspinaczki, ale wysokość 5895 m n.p.m. robi swoje. Największym wyzwaniem jest aklimatyzacja, zimno, zmęczenie i umiejętność spokojnego tempa. Kilimandżaro uczy cierpliwości. A jeśli ktoś nie chce się jej nauczyć, góra zwykle organizuje szybkie korepetycje.
